Za piec pierwsza

Juz jestesmy w domu. Po póltorej godzinie Thomas nie wytrzymal i do mnie zadzwonil. O wspólnych silach udalo nam sie dostawic tescia do domu, chociaz strasznie byl towarzyski i bardzo chcial isc balowac… Teraz niech tesciowa sie martwi. 🙂 A portfel sam jej dal zeby wsadzila do torebki jak byli w Århus.

Posted in Familien, Fra det virkelige liv | Comments Off on Za piec pierwsza

En dejlig gave

Jeg har fået en garnvinde af Mor og Far i julegave. Hvor er det en dejlig ting 🙂 Og hvor gør det det nemt at vinde garn op 🙂

Dostalam prezent swiateczny od Mamy i Taty. To te niebieskie druty. Wspaniala rzecz 🙂

Dziekuje!

Posted in Familien, Kvinde med pinde | Comments Off on En dejlig gave

Julefrokost

Z dzisiejszego julefrokostu nie mam zrobionych zadnych zdjec. Szkoda, ze nie pomyslalam o tym, bo bylo bardzo, bardzo fajnie i wszyscy sie chyba stad wybrali do domu w dobrych humorach.

Byla cala prawie nasza rodzinka, z obu stron. Bylo duzo (mówili ze dobrego) do jedzenia i do wypicia (ekhem khem khem… wypilismy do dna piec flaszek spirytuoza, dobrze ze nie byly calkiem pelne, jak zaczelismy), dobre towarzystwo i czego wlasciwie wiecej potrzeba?

Jakos chyba dopasowalam ilosc jedzenia do jedzacych, w kazdym badz razie nie bylo wielu resztek. Zostalo troche Mamy sledzia chyba tylko dlatego, ze nie wszystek wylozylam na stól (bo ja poprosilam ze by nam troche przywiozla sledzia domowej roboty), co bylo na stole to zostalo zmiecione z pólmisków i wszyscy go chwalili 🙂

Oprócz tego zostalo troche szynki i slodkich kartofli, no i ser, ale tego bylam pewna, ze nie zostanie zjedzony calkiem, bo kupilismy dosyc duze kawalki. Nawet tarteletty (to sie naprawde po polsku nazywa tartaletki?) poszly wszystkie, jak sie Krysiu obudzil (bo taki byl zmeczony, ze sie w srodku przyjecia polozyl 😉 Zeby nie spal, toby pewnie nawet tej szynki i kartofli nie bylo.

Goscie sie rozeszli tak troszke róznie. Najpierw Tata, Mama i Krysiu (tak dobrze po szóstej chyba), pól godziny po tym albo mala godzinka Rico z Jessica i dziecmi podwiezli Myrne do domu i sami pojechali do Århus, a Poul Erik zostal z nami na kanapie, rozmawial, pil rom i cole i musial byc strasznie napity, bo tak nas chwalil, ze jeszcze nigdy nas tak nie chwalil. I dom, ze mamy fajny i ze bardzo mu sie tu podoba i zawsze jest milo, i ze jedzenie bylo dzisiaj bardzo dobre i ze zawsze jest dobre, i ze dumny jest z Thomasa i z tego ze sobie sami radzimy i mamy sie dobrze i w ogóle. Musial byc strasznie pijany, chociaz nie bylo po nim tak tego widac. W kazdym badz razie nie chcial zebym go podwiozla i uparl sie isc na miasto balowac (ale albo zapomnial portfela w domu albo mu Myrna zabrala jak sama jechala :D), wiec go Thomas odprowadza. Nie puscimy go przeciez tak pijanego samego na miasto. On i tak potrafi sie doprowadzic do pozalowania godnego stanu i juz w te swieta raz byl na pogotowiu, zeby go pozszywali. Ciekawe kiedy mój maz po mnie zadzwoni… Bo doprowadzic Poul Eryka do domu to chyba nie bedzie latwe zajecie 😀

A ja teraz sobie siedze w domu z psem, mam pozmywane, pochowane, resztki sa w zmywarce i jest spokój. Tylko watroba mnie bolala. Dobrze ze mi Mama dala Raphacholin…

W przyszlym roku tez robimy balange 🙂 To moze byc nasza nowa tradycja swiateczna.

Posted in Familien, Spiseligt | Comments Off on Julefrokost

Podzial zajec

Z pieciu rzeczy, które chcialam dzisiaj zrobic, zdazylam cztery.

Thomas chcial zrobic jedna rzecz. Zdazyl zero.

😀

Posted in Fra det virkelige liv | Comments Off on Podzial zajec

Wesolych Swiat! :)

Juz jestesmy w domu po wieczorze wigilijnym, niezbyt dobrze przespanej nocy (bo pies nam piszczal) i przedpoludniu swiatecznym u Mamy i Taty. 🙂

Teraz czekaja nas przygotowania do julefrokostu, gdzie beda i tesciowie, i szwagrowie, i moze tez Mama z Tata i Krysiem. (Tata z Krysiem chyba raczej na pewno, Mama jeszcze nie wie).

Wigilia byla, jak wigilia jest normalnie w Danii – spokojna dla wszystkich tylko nie pani domu, która duzo musi przygotowac. Chociaz Mama juz jest do tego tak przyzwyczajona, ze wczoraj tez miala troche spokoju – prawie wszystko bylo przygotowane przedtem. Potrzeba bylo tylko podgrzac mieso, ugotowac kartofle i zrobic sos – no i nakryc stól 🙂

I nawet udalo mi sie im zrobic zdjecie znienacka 🙂

Bardzo wszystko bylo dobre.

Po kolacji byly koledy. Dunskie i polskie. Ala sie z nas smiala, Krysiu z nami spiewal (Super, Misiu!!!), Thomas staral sie sledzic palcem nasze spiewanie a Tata tylko sluchal. Bede mu musiala zrobic taki duuuuuzy spiewnik na nastepny rok, zeby tez mógl z nami spiewac ze spiewnika, a nie z pamieci.

Po spiewaniu byly prezenty. Niektóre znane bo samemu kupione, niektóre niespodzianki, ale wszystkie dane z sercem i mile widziane.

Ala dostala ode mnie rure na szyje i ocieplacze do nadgarstków zrobione na drutach z welny z norek. Kristian czapke i szalik z welny merino przemieszanej z jedwabiem. Tez domowej roboty. Mama chyba troche zazdroscila. Thomas zreszta tez. 🙂

Wesolych Swiat i Szczesliwego Nowego Roku dla Was wszystkich!

Posted in Familien, Fra det virkelige liv, Kvinde med pinde | Comments Off on Wesolych Swiat! :)

En gang skal jo være den første…

Mit første hjemmelavede par sokker.

De er ikke perfekte, men de er færdige! 🙂

Pierwsza para skarpetek zrobionych przez mnie na drutach. Nie sa perfekt, ale sa skonczone 🙂

Posted in Fra det virkelige liv, Kvinde med pinde | Comments Off on En gang skal jo være den første…

Og gevinsten?

image

Tre flåede fasaner og…

image

…og rådyret til venstre!

I wygralam trzy bazanty i te sarenke na lewo!

Posted in Fra det virkelige liv, Spiseligt | 2 Comments

I lastens hule…

image
Bylam grac.

Posted in Fra det virkelige liv | Comments Off on I lastens hule…

Ikke så meget

Herhjemme sker der ikke så meget… I dag fik jeg Thomas at se tilsammen halvanden time, mellem alle vores møder og forpligtelser – håber at de næste dage bliver bedre. Lige nu ville jeg bare ønske at han var hjemme.

Og billedet – bare for at vise at november også kan være smuk (til gengæld frygter jeg lidt december og hele jule-tamtammeriet…)

Meza dzisiaj widzialam tak okolo póltorej godziny dzisiaj, wolalabym zeby byl w domu… A zdjecie bo listopad tez moze byc piekny 🙂

Posted in Familien, Fra det virkelige liv | Comments Off on Ikke så meget

Her kom så billedet

Posted in Fra det virkelige liv | Comments Off on Her kom så billedet