…a tam tylko piec kilo cebuli…

No niby tak…

Chyba jest tylko te 5 kilo, ale tu sie nie ma z czego smiac, bo co ja mam zrobic z taka iloscia cebuli? Chyba zupe cebulowa, ale sie troche boje, bo mi ostatnim razem nie wyszla… Tutaj powinno byc zdjecie cebuli, ale nie mam. A tak poza tym nie ma nic ciekawego. Bede teraz przez nastepne trzy tygodnie jezdzic do Skjern, bo tam jest wikariat, który dostalam do pierwszego lutego, a potem zobaczymy co bedzie. Tutaj ciagle jeszcze sa kasy i kasy, wiec zdjecia sa tylko z duzego pokoju i z kuchni. I jeszcze musialam posprzatac, bo ten czarny prostakat na powyzszym obrazku to telewizor który kupilismy na udsalgu w elgigancie za male pieniadze i wlasnie dzisiaj powiesilismy na scianie. A ze nie lubie zdjec z blitzem, widac jak sie przytulnie mamy ze swiecami – ja lubie tak jak sie zywy ogien pali w paru miejscach. I na podlodze ocztwiscie rzadzi pies – sa jego loza, jego szmaty, jego zabawki – ale co zrobic, jak sie ma takiego 🙂 Kilka mebli w duzym pokoju jest nowych, nowy stól (krzesla sa jeszcze stare, ale wczoraj kupilismy nowe, beda w przyszlym tygodniu) i nowa lawa, ale wiekszosc jest starych. Lampy (oprócz tej nad stolem), stolik w kacie, stolik do telewizora (chociaz tam bedzie trzeba moze kupic cos nowego, nie jestesmy jeszcze pewni, bo burdel na tym stoliku jest straszny), sofy i fotel (te sa po babci Thomasa i jego rodzice nam strasznie ich zazdroszcza) zostaly wymyte, wywoskowane i przezyja pewnie jeszcze nastepne trzydziesci lat. Za to kuchnia jest nowa 🙂 Jeszcze nam troszke brakuje. Trzeba bedzie kupic komódki przy lózku i regaly do biblioteki, no i byc moze ten stolik tewizyjny, ale to juz ostatki. Te krzesla akurat przyszly jakby sie umawialy, bo sa fajne, debowe

O cho-ten-tego… Juz myslalam, ze bedzie kryzys. Pisze i pisze i mi sie komputer wylaczyl, bo cos tam musial zrobic. Myslalam, ze krewa i bede musiala wszystko jeszcze raz napisac, ale na cale szczescie wszystko prawie bylo.

No to dalej o tych krzeslach. Fajne, debowe i pasuja nam, i najlepsze zwe wszystkiego – sa tanie. 300 koron za takie krzeslo jest tanio, najmniej polowa ceny, a moze i wiecej. Tak chodzilismy i nie moglismy nic znalezc co by nam pasowalo. Znalezlismy wprawdzie krzesla, bardzo fajne, ladne, wygodne jak szatan, ale zaplacic 1600 koron za jedno krzeslo to ja sie nie pisze na takie rachunki, bo ja tych krzesel musze miec osiem. To troszke przyduzo.

Dobrze, ze mam Thomasa, bo on jednak duzo potrafi wyhandlowac 🙂

Ja nic nie kupuje duzego bez niego. On nawet w bilce potrafi sie targowac, chociaz ludzie sie troszke dziwnie patrza, jak on sie pyta o szefa i zaczyna sie targowac.

No juz chyba dosyc tego pisania. Juz widac troche jak to wyglada, a zdjec reszty domu nie poakaze, bo tam jeszcze duzo jest do poukladania i poustawiania. Przeciez nawet w kuchni jest kasa z rzeczami do genbrugu – troszke lyzek kuchennych sie zebralo, dwa noze i pare pierdolniczków do kwatów, swieczek, et cetera. Na pewno sie tego zbierze wiecej. Juz i tak kas wywiezlismy troche, bo sie rzeczy moga innym przydac, a my nie mamy miejsca. Troche ciuchów, poszewki, które ja sobie obiecalam ze na lózko juz nie wsadze (z Ikei sa, bo kiedys takie duze mozna bylo tylko w Ikei kupic, i smierdza mi jak sa uprane, ladnie poukladane i w szafie, nie wiem czemu ale nie podoba mi sie to i juz), troche starych doniczek ozdobnych no i tak w ogóle. Ja uwazam ze ja tego nie chce ale nie ma sensu wyrzucac na smietnik, po jaka cholere zasmiecac planete bardziej niz trzeba, moze sie to komus przyda, a pieniadze pójda na dobry cel.

No nagadalam sie dzisiaj. Bede musiala sie troche wziac za kark i zaczac tu znowu pisac, bo jakos nie mialam serca. Latwiej bylo zrobic zdjecie telefonem i napisac tylko pare slów ( a ja ciagle jestem leniwa).

Ale trzeba przyznac, ze fajnie jest miec miejsce, gdzie mozna powiedziec – tu jest porzadek, a do balaganu zamkniemy drzwi 🙂 Tego nam brakowalo.

This entry was posted in Fra det virkelige liv, Huset. Bookmark the permalink.